





Serdecznie witamy wszystkich – Parafian i Gości na stronie parafii Narodzenia NMP w Lubaniu - Uniegoszczy. Jesteśmy świadomi, że strona internetowa w dzisiejszych czasach jest niezbędna i spełnia szczególną rolę, nie tylko informacyjną. Zachęcamy więc do zapoznania się z naszą stroną i do częstych odwiedzin.
LUBAŃSKIE
ŚLUBOWANIA
ks. kan. dr Jan Dziewulski
Lubań 2022
UNIEGOSZCZ ŚLUBAMI STOI
SPIS TREŚCI
Dobre postanowienia parafian w księdze wieczystej na Jasnej Górze.
Ks. Stanisław Synówka przygotowując parafię do” Aktu oddania parafii w Macierzyńską niewolę Matki Kościoła za wolność Kościoła” zachęcał starszych parafian, młodzież i dzieci do podejmowania zobowiązań tysiąclecia.
W ogłoszenia parafialnych z dnia 14.XI. 1965 r. prosił, aby:” szczerze i poważnie zastanowić się nad swoimi postanowieniami, które chcemy uczynić NMP Królowej Polski i wpisać w księdze jak najprędzej, nie odkładając na ostatnią chwilę”.
Zebrane od parafian postanowienia osobiście wpisał do księgi wieczystej, która 30.11.1965 r. została złożona w Jasnogórskim Instytucie Zawierzenia.
W ogłoszeniach z 21.11.1965 r. prosił o zgłaszanie się chętnych do delegacji na Jasną Górę.
30 listopada 1965 r. delegacja w składzie”
Proboszczowie.
Pierwszym znanym z imienia i nazwiska proboszczem był Georg Feyerabend, który w roku 1528 uczestniczył w imieninach siostry przełożonej klasztoru sióstr magdalenek w Lubaniu
( kronika zakonu). Kolejnym duszpasterzem był Marcus Schlingebier, który był ostatnim duchownym katolickim ( zm. w 1546 r.). Po nim nabożeństwa protestanckie sprawowali pastorzy protestanccy do roku 1654, kiedy to w wyniku zmian politycznych nakazano ewangelikom zwrot mienia i kościołów zabranym katolikom.
Do Uniegoszczy przybyła Cesarska Komisja Rewindykacyjna na czele z archidiakonem Sebastianem von Rostock( późniejszy biskup) z towarzyszeniem dworskich dragonów.
Pastora Kacpra Karausego , ostatniego pastora, wygnano do Lubania, ponownie poświęcono kościół i dokładnie spisano inwentarz.
Ze względu na brak kapłanów kościołem w tym czasie zarządzał proboszcz z Rudzicy Onufry Hopnerus pod kontrolą lubańskiego klasztoru. Po upływie ok półtora roku opiekę nad kościołem objął proboszcz z Mściszowa Augustyn Ferdynand Tschappe.
W roku 1679 Uniegoszcz stał się samodzielną parafią a proboszczem został Filip Jakub Tirse. Kolejnym duszpasterzem był Joannes Friedrich Regel. W kolejnych latach w parafii duszpasterzowali Anton Kunerth (1738), Kacper Heifler(kapelan), Josepf Woski (kapelan), Anton Schirtner, Joannes Habner (1747).
W roku 1748 proboszczem został kanonik kościoła budziszyńskiego , były proboszcz w Nowogrodźcu Josepf Teufel, krótko pomagał mu kapelan Kacper Bayer następnie kapelan Karol Schneer. W 1776 roku proboszczem był Filip Francke, lat 42. W latach 1767-72 parafią zarządzał ks.Józef Mielischer, z pochodzenia głogowianin, urodzony w 1735 roku. Święcenia kapłańskie otrzymał w Poznaniu (1758) następnie przybył do Nowogrodźca. Kolejną jego parafią był Brzeźnik, gdzie rozbudował kościół. W Miliczu zbudował szkołę katolicką i plebanię. W klasztorze w Nowogrodźcu uruchomił szkołę gospodarczą a budynek farbiarni przerobił na szpital. Zmarł w wieku 70 lat na atak padaczki. Kolejnym proboszczem w Uniegoszczy został ks. Anton Fromhold ( 1799- lat 50), a kapelenem Joseph Tschorn(1799- lat 39). W 1828 administrował ks. Franz Weidler, który był archiprezbiterem ( dziekanem) Nowogrodźca oraz publikował artykuły we wrocławskiej prasie katolickiej poświęconej sakramentologii. W roku 1842 roboszczem był ks. Wilhelm Thomas z Trebitsch, urodzony w 1806 roku a w Uniegoszczy ustanowiony 24 czerwca 1839 roku( późniejszy dziekan i iinspektor szkolny). Ks. Thomas wykupił ziemię pod budowę kościoła i plebanii w Leśnej(1854), dzięki czemu tamtejsi katolicy odłączyli się od naszej parafii. Jego pomocnikiem był ks. Augustyn Scharfenberg( ur. 1816). W 1846 proboszczem był nadal ks. Wilhelm Thomas a kapelanem ks. Paul Augustin z Wrocławia. Rok później – 1847- ks. Wilhelma Thomasa zastąpił ks. Julius Machmor z Wińska, otrzymując w roku 1853 do pomocy ks. Franca Lichtenberga z Bernstadt.
Od połowy XIX wieku księża z Uniegoszczy odprawiali także nabożeństwa w pryatnej kaplicy rodowej mieszczącej się w pałacu w Uniegoszczy. W 1862 roku proboszczem i zastępcą dziekana został ks. Alwin Herden z Otmuchowa. W 1862 kapelanem mianowano ks. Hugo Hoffmanna z Ząbkowic Śl. Ustanawiając jednocześnie domowym nauczycielem hrabiego von Strachwitz z Uniegoszczy.
Schematyzm z roku 1876 jako tutejszego duszpasterza wymienia Paula Grohlinga ze Strzegomia, który w roku 1882 został wicedziekanem. W roku 1891 parafię objął ks. Franz Starker z Nysy. W 1902 proboszczem mianowano ks. Rudolfa Klessa ( jego tablica nagrobna jest wmurowana w ścianę kościoła przy zakrystii). Ksiądz Kless pochodził z Munsterberg, dziekanem nowogrodzkim został w 1906 roku. Tę funkcje i stanowisko proboszcza w Uniegoszczy pełnił aż do śmierci w roku 1926. Po nim parafię objął ks. Filip Posie a w roku 1934 zmienił go kapłan i wątłym zdrowiu ks. Konrad Assmann(kapelan w Bielawie, Nysie i Nowogrodźcu, następnie proboszcz w Leśnej), który tak zżył się z parafianami Uniegoszczy, że pozostawił na plebanii walizkę z osobistymi dokumentami i poprosił by pochowano go(1938) przy kościele Po śmierci ks. Assmanna proboszczem w Uniegoszczy mianowano ks. Erwina Otte, był on dobrym gospodarzem i skrupulatnym zarządcą. Pozostawił w kancelarii kilkadziesiąt rachunków i kwitów bankowych za usługi na rzecz parafii. W 1943 roku do Uniegoszczy przyjechał ks. Erich Kalis. Najtragiczniesza postać spośród wymienionych księży. W czasie ewakuacji wioski w lutym 1945 roku, po uprzednim pogrzebaniu na przykościelnym cmentarzu swojego ojca, wraz z matką schronił się w Domu Starców. Rosjanie wkraczając do wioski, wymordowali większość z liczby 100 pensjonariuszy, sióstr zakonnych, dzieci, starców i uciekinierów z Górnego Śląska. Ich zwłoki przez dłuższy czas leżały w śniegu na pałacowym dziedzińcu. Potem pochowano ich w masowej mogile przy drodze w kierunku Jeleniej Góry. Ofiarą napaści padł również ks. Kalis.
Po odbiciu pałacu przez Niemców zwłoki ks. Kalisa wiezione na saniach zostały pochowane w Radoniowie koło Lubomierza. W ciągu ośmiu dni oblężenia, przemocy i terroru przebywających w domu CARITAS na duchu podtrzymywał ks. Bruno Glasneck, który bronił kobiety przed gwałtami i prosił Rosjan o powstrzymanie się od przemocy na niewinnych ludziach. Urodził się 17 czerwca 1872 roku w Świerzawie. Zmarł na zawał serca 10 sierpnia 1945 roku w Obernzell.
Po ustaniu działań wojennych w Lubaniu, wobec dużych zniszczeń tamtejszego kościoła i budynku parafialnego na plebanii w Uniegoszczy zamieszkał ks. Gehrad Kluge. Urodził się 5 grudnia 1914 roku w Wahlstadt na Śląsku. Zanim przybył do Lubania, pracował m. inn. W Brzegu i Grodkowie. Do pracy w Lubaniu skierowano go 1 września 1944 roku. Po ewakuacji proboszcza św. Trójcy ks. Edmunda Piskorza wraz z magdalenkami, pełnił funkcję administratora w Lubaniu. Jak napisał w swoich wspomnieniach odmówił opuszczenia miasta, chcąc dzielić los z mieszkańcami miasta, potrzebującymi opieki duszpasterskiej.
Po przybyciu do Lubania ks. Lempartego pełnił funkcję jego współpracownika. W Uniegoszczy mieszkał do czasy, gdy został napadnięty i dotkliwie pobity. Wówczas w obawie o swoje życie i na prośbę parafian zamieszkał wraz z innymi księżmi niemieckimi w dzisiejszym klasztorze sióstr magdalenek udzielając duszpasterskiej posługi przychodzącym do klasztoru mieszkańcom Zarzecza(Uniegoszczy) i Dymin(Radostowa). Administrator Apostolski ks. Karol Milik, który przyjechał do zniszczonego wojną Lubania w Zielone Świątki 1946 roku zasugerował, że dalszy pobyt niemieckich duchownych w polskim mieście nie ma sensu. Ks. Kluge opuścił Lubań 28 czerwca 1946 roku. Pracował potem m. inn. W Baverstedt, Calvorde i Oschersleben/Bode. W latach 50=tych i 60-tych odwiedzał Lubań. Zmarł 3 maja 1994 roku w Verlar/Nadrenia Westfalia w wieku 80 lat.
Po wyjeździe ks. Kluge parafia w Uniegoszczy administrował i sprawował posługę duszpasterską ks. major Antoni Lemparty, który przybył do Lubania jako kapelan z oddziałami Wojska Polskiego w czerwcu 1945 roku. W dniu 25 października 1945 roku został ustanowiony wikariuszem-substytutem co w praktyce oznaczało funkcją proboszcza.
Wojenne losy rzuciły ks. Antoniego Lempartego, jak większość duchowieństwa archidiecezji lwowskiej, na tzw. Ziemie Odzyskane. Pozostając wciąż w służbie wojskowej, w maju 1945 roku trafił wraz z 7 dywizją piechoty do Wschowy. Epizodyczny pobyt w tym mieście dał mu jednak miano pierwszego polskiego kapłana, który reaktywował duszpasterstwo parafialne, m.in. udzielając pierwszego po wojnie sakramentu chrztu czy organizując procesję Bożego Ciała.
Na skutek relokacji dywizji, w czerwcu 1945 roku ks. Antoni Lemparty został przeniesiony do Lubania, gdzie natychmiast przystąpił do odbudowy zniszczonego działaniami wojennymi kościoła. W październiku 1945 roku, po zwolnieniu ze służby wojskowej, otrzymał nominację na administratora tamtejszej parafii pw. Trójcy Świętej, stając się organizatorem polskiego życia religijnego, także na rozległym obszarze powiatów lubańskiego i zgorzeleckiego, jako miejscowy dziekan od kwietnia 1946 roku.
Czteroletni pobyt w Lubaniu był najintensywniejszym okresem pracy duszpasterskiej ks. Antoniego Lempartego, jednego z pierwszych polskich kapłanów na Dolnym Śląsku. Oprócz organizowania prac związanych z odbudową świątyni parafialnej, podejmował starania o przejęcie dla potrzeb kultu katolickiego kościołów poprotestanckich, kreował nową sieć placówek duszpasterskich, pozyskiwał księży do pracy na tym terenie, dbał o sprawy majątkowe miejscowych klasztorów. Jednocześnie angażował się także pozaduszpastersko, m.in. uczestnicząc w pracach miejscowego oddziału Związku Osadników Wojskowych czy piastując mandat radnego Powiatowej Rady Narodowej.
W początkowym okresie ks. Antoni Lemparty sympatyzował z lokalnym środowiskiem Polskiego Stronnictwa Ludowego i był postrzegany przez aparat komunistyczny jako wróg nowej, ludowej Polski. Objęto go rozpracowywaniem w ramach prowadzonej przez Urząd Bezpieczeństwa Publicznego sprawy o kryptonimie „Bezdrożni”. Dopiero od początku 1949 roku zarysowuje się zmiana, która już w połowie tego roku owocowała rozpoczęciem tajnej współpracy z bezpieką pod pseudonimem „Iwan” i publicznym zaangażowaniem się po stronie komunistycznej władzy.
O wiele cenniejszym dla komunistów niż tajny informator, okazał się być ks. Antoni Lemparty jako jawny apologeta nowego ustroju. Obejmując w sierpniu 1949 roku parafię pw. św. Andrzeja Apostoła w Środzie Śląskiej postrzegany był już jako lojalny i usłużny wobec władz państwowych, jednocześnie angażując się w działalność pierwszej, wzorcowej komisji księży przy wrocławskim oddziale Związku Bojowników o Wolność
Fot. 2. Ks. Antoni Lemparty, przed 1954 r. (Archiwum Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, Akta personalne studentów, sygn. 57/28, Lemparty Antoni, Podanie o przyjęcie na studia, Warszawa 20 sierpnia 1953).
W lipcu 1946 roku w odwiedziny do brata Franciszka Wamposzyca ( byłego robotnika przymusowego w Pisarzowicach ) przyjechał ks. Antoni Wamposzyc nauczyciel wrocławskiego Gimnazjum. Urodził się w 1919 roku w Bielsku Białej. W roku 1943 w klasztorze Ojców Franciszkanów w Bieczu otrzymał świecenia kapłańskie. Jako zakonnik nosił imię Eustachy. . Potem przeniósł się do duszpasterstwa diecezjalnego. Po spotkaniu z dziekanem ks. Lempartym zdecydował się na objęcie parafii z Zarzeczu ( Uniegoszcz) w której pracował z przerwami trzykrotnie ( 15. 07. 1946- 01. 1948; 15.07. 1948- 01.05. 1951; 09. 1951- 10. 1951) wraz z katechezą we wszystkich szkołach średnich oraz pełnym etatem w lubańskim gimnazjum. Fragment z listu ks. Wa.mposzyca do ks. Synówki- „ w styczniu 1948 roku otrzymałem przeniesienie do Liceum Pedagogicznego do Jeleniej Góry , a parafię Uniegoszcz obejmują oo. Kapucyni z o. Florianem Nestorowiczem na czele a pomagał o. Gwardianowi o. Bonawentura. Zatargi i nieporozumienia z ks. Dziekanem sprawiły, że oo. Kapucyni opuszczają parafię a mnie każą wrócić z Jeleniej Góry. Wtedy zostaje poświęcona zakrystia ( 1 maja 1948 ) i wybiłem osobne wejście z zewnątrz do zakrystii i drugie do kaplicy, która została poświęcona czci NSPJ. Figura ze Storożyńca zaś oryginalny obraz MB otrzymał kościół w Pisarzowicach , który po odejściu ks. Mieczysława Kmity został przyłączony do parafii Uniegoszcz”.
W tym czasie podobnie jak księża z dekanatu lubańskiego był szykanowany i inwigilowany przez Urząd Bezpieczeństwa- trzymany i przesłuchiwany w więzieniach w Jeleniej Górze i w Warszawie. Zmarł 21 czerwca 1983 roku. Pochowany został w rodzinnej miejscowości.
W listopadzie 1947 roku do Lubania przyjechali ojcowie kapucyni o. Bonawentura Hagel i o. Florian Nestorowski. W styczniu 1948 roku zamieszkali w Uniegoszczy. O. Florian jako administrator parafii i kjatecheta a o. Bonawentura jako katecheta szkół lubańskich i nauczyciel matematyki, chemii, fizyki i astronomii. Kapucyni opuścili Uniegoszcz na skutek konfliktu z dziekanem lubańskim.
W październiku do Uniegoszczy przybył ks. Ludwik Antoń ( urodzony w 1914 r. święcenia kapłańskie w 1948 we Wrocławiu) , który w roku 1950 został proboszczem parafii w Lubaniu ( do maja 1951 r.) następnie przez krótki czas administrował parafią w Mściszowie z siedzibą w Radostowie. W Uniegoszczy posługiwał do 15t października 1952 roku. W 1958 został proboszczem w Zielenicach ( powiat strzeliński), potem zmienił nazwisko na Jedliński. Zmarł w Domu Księży Emerytów we Wrocławiu 8 maja 1995 roku. Po księdzu Antoniu proboszczem został ks. Kazimierz Olszewski ( do 1 marca 1953 roku ). Po nim parafię objął ks. Wacław Domański( 1.03.1953- 1.10.1957). Poi odejściu ks. Domańskiego parafię miał objąć ks. Antoni Łopaciński dziekan z Leśnej, jednak nie przyjął dekretu co spowodowała wakat w parafii od. 1.10.1957- 19.07. 1958. W tym czasie parafia była obsługiwana przez ks. Jana Winiarskiego z Lubania. Na czas Bożego Narodzenia- od 23.12.1957- 7.01. 1958 do pracy duszpasterskiej w parafii skierowano studenta KUL ks. Józefa Wiczkowskiego a w okresie wielkanocnym od 23.03. 1958-0 8.04. 1958 w parafii pracował ks. Stanisław Siwiec student KUL.
Ks. Stanisław Synówka w dniu 19.07.1958 został proboszczem Uniegoszczy. Urodził się w 1912 w Sąsiadowicach powiat lwowski jako syn Andrzeja. Święcenia kapłańskie otrzymał we Lwowie w roku 1935. Podczas II wojny światowej był proboszczem w Głęboczku województwo tarnopolskie. Jako repatriant otrzymał parafię w Wilkanowie. W naszej parafii posługiwał do stycznia 1980 roku kiedy został przeniesiony do nowo wybudowanego Domu Księży Emerytów we Wrocławiu, gdzie zmarł 11 lipca 1984 roku. 14 lipca przywieziono trumnę z ciałem księdza Synówki do Uniegoszczy. Tu odbyły się uroczystości pogrzebowe, którym przewodniczył ks. Bp Adam Dyczkowski. Ks. Synówka spoczął na cmentarzu przy ul. Różanej.
Nasz Parafia Listopad 2011 Piotr Dumanowski
Kronika parafii Rzymsko-katolickiej pod wezwaniem Narodzenia NMP w Uniegoszcz spisana przez ks. Stanisława Synówkę.
( Bertelsdorf).
Niniejszą kronikę rozpoczyna pisać z dniem 1.12. 1960 r. ks. Stanisław Synówka, administrator par. Uniegoszcz od dnia 20.07.1958 r. Odnośnie dawniejszych dziejów parafii nie zachowała się żadna kronika lub zapiski, a dokładniejsze dane w tym względzie trzeba zdobywać dopiero drogą żmudnych badań. Odnośnie czasów najnowszych od chwili przejęcia Ziem Zachodnich przez administrację polską , na rozesłana w tym względzie ankietę z pośród byłych duszpasterzy tej parafii odpowiedział tylko ks. Antoni Wamposzyc. Inne dane zostały wydedukowane z akt jakie zachowały się w kancelarii parafialnej i wobec tego przedstawiony obraz dziejów parafii może być niezbyt ścisły i obiektywny.
Najpierw trochę wiadomości ogólnych: Parafia rzym-kat w Uniegoszczy( niemieckie (Bertelsdorf) w dekanacie Lubań Śl. Graniczy z miastem i parafią Lubań Śląski. Kościół stoi na prawym brzegu rzeki Kwisy przy drodze wiodącej z Lubania do Bolesławca.
Pierwsze wiadomości o parafii i kościele sięgają roku 1372. Do parafii należą aktualnie wsie Uniegoszcz, Radostów ( Thiemendorf) oraz Mściszów a także ulica Różana z Lubania. Ilość dusz przedstawia się następująco: Uniegoszcz 1540, Radostów 1135, Mściszów 445, Różana 120 razem 3240. Jeśli chodzi o Radostów to w roku 1951 przez wiele miesięcy był on siedzibą parafii Mściszów ale z powodu nieporozumień z parafianami ówczesny proboszcz ks. Ludwik Antoń(obecnie Jodłowski) przeniósł się do Uniegoszczy. Odtąd Radostów nie ma specjalnych ambicji do samodzielności i o własnego księdza nie zabiegał. Natomiast Mściszów zabiegał o utworzenie własnej parafii co dokonało się w r. 1962 z tym, że siedzibą parafii został Gościszów. Do tego roku Mściszów był obsługiwany dojazdowo z Uniegoszczy.
Kościół w Uniegoszczy.
Najstarsza część kościoła pochodzi z 1372 r. , pozostała z XVI-XVII w. Styl pierwotny gotycki, późniejsza przebudowa barokowa. Etapy przebudowy widoczne są na murach na strychu kościelnym. Sklepienie i okna kaplicy bocznej z witrażem św. Wawrzyńca pozostały gotyckie. Kościół zbudowany jest z kamienia bazaltowego łupanego, pokryty dachówką, zaś wieża blachą miedzianą. Tytuł kościoła : Narodzenia NMP obchodzony jest w drugą niedzielę września. Długość kościoła wynosi 20 m, szerokość 15, wysokość 18 m zaś wieży 35 m. Plac dokoła kościoła to dawny cmentarz . Ołtarz główny składa się z mensy z nastawą z aniołami adorującymi N. Sakrament oraz wnęki w ścianie frontowej, gdzie znajduje się figura M. Bożej z Dzieciątkiem repatriowana razem z parafianami ze Storożyńca na Bukowinie. W asyście figury dwóch aniołów klęczących w postawie adoracyjnej.
W kaplicy ołtarz barokowy z figurą N. Serca P.J. przywiezioną również ze Storożyńca. W prezbiterium znajduje się zabytkowa chrzcielnica alabastrowa z figuralną kompozycją na drewnianej pokrywie, przedstawiającą chrzest P.J. Na ścianie lewej strony prezbiterium wisi duży obraz olejny 2,5 m * 2,5 m przedstawiający scenę na drodze krzyżowej. Dawniej za czasów niemieckich obraz ten wisiał na ścianie frontowej nad ołtarzem głównym.
Stylowa ambona drewniana otoczona postaciami ewangelistów, pod amboną św. Michał godzący włócznią w szatana, nad amboną na daszku kompozycja Trójcy św. w asyście aniołów z trąbami.
Kościół w Radostowie był zawsze kościołem katolickim podobnie jak kościół w Uniegoszczy ( tutaj kronikarz się myli ).
Zbudowany na wysokim wzniesieniu zaś na dole naprzeciw majątku był kościół ewangelicki, który chociaż mało ucierpiał w czasie wojny, później z braku opieki popadł w ruinę i został rozebrany. Kościół katolicki w czasach niemieckich był bardzo zaniedbany a to z powodu nieznacznej( ponad 100) ilości katolików. Odremontowany gruntownie w latach 1959/60. Tytuł kościoła: Objawienie Pańskie(Trzech Króli).
Kościół w Mściszowie poewangelicki został przystosowany do kultu katolickiego i prowizorycznie urządzony. Właściwy kościół Został w czasie wojny zupełnie zniszczony. Poświęcony uczczeniu Tajemnicy Zesłania Ducha św. Plebania w Mściszowie podobnie jak w Radostowie została przydzielona osadnikowi. Plebania w Uniegoszczy częściowo ucierpiała w czasie wojny (dach) obecnie jest ona przedmiotem sporu z państwem o czynsz mieszkalny. Obok plebanii budynek gospodarczy – dawna szkółka parafialna. Do plebanii należy kawałek ohgrodu warzywnego i sadu. Część ogrodu o długości ok 15 m. szerokości 5 m. poprzedni księża postąpili sąsiadowi na gnojownik i dojazd, drugi zaś sąsiad Chruszcz w r. 1958 w czasie wakansu na stanowisku proboszcza w Uniegoszczy bezprawnie zagrabił( długość ok 50 m, szerokość 10 m.). i nie chce oddać mimo upomnień proboszcza, parafian a nawet Kurii.
Obok kościoła przy ulicy Głównej znajduje się organistówka, dom zaniedbany i wymagający remontu- obecnie zajęty przez państwo.
A oto relacja ks. Antoniego Wamposzyca(fragmenty): „ Jako etatowy nauczyciel gimnazjum wrocławskiego przyjechałem do brata. W czasie wizyty u ks. dziekana Lempartego zdecydowałem się objąć parafię Uniegoszcz ( wówczas nazywała się Zarzecze) i wszystkie szkoły średnie w Lubaniu. W dniu 15.07. 1946 celebrowałem po raz pierwszy w Zarzeczu. Kościół i plebania były w bardzo opłakanym stanie. . Na początek kościół został pobielony a do głównego ołtarza wstawiono figurę MB ze Storożyńca na Bukowinie skąd przybyła większość tutejszych parafian. Pierwszy odpust odbył się bardzo uroczyście z udziałem starosty powiatowego i inspektora szkolnego. Dnia 28.9. złamałem nogę i przez 6 tygodni parafia była nieczynna. W zimie 1946/7 mając jeszcze nogę w gipsie odbyłem wśród wielkiego śniegu kolędę w Zarzeczu, Dyminach(Rodostowie) i Malinowie(Mściszowie) W r. 1947 pierwsze rekolekcje odprawił o Leoncjusz Gościński franciszkanin.
Kościół pokryto nową dachówką, doprowadzono wodę do plebanii.
W styczniu 1948 otrzymałem przeniesienie do Liceum Pedagogicznego w Jeleniej Górze a parafie Uniegoszcz obejmują oo. Kapucyni z o. Florianem Nestorowskim i o. Bonawenturą. Z powodu nieporozumień i zatargów z ks. dziekanem oo kapucyni opuścili parafię a mnie każą wracać z Jeleniej Góry. Wtedy zostaje powiększona zakrystia i wybite osobne wejście z zewnątrz do zakrystii i drugie do kaplicy, która została poświęcona czci NSPJ. Figura przywieziona ze Storożyńca, natomiast znajdujący się tam dotychczas obraz MB otrzymał kościół w Pisarzowicach, który czasowo został przyłączony do parafii Uniegoszcz. Pracy było dużo: 4 kościoły, gimnazjum. W roku 19o49 zostałem porwany przez bezpiekę lubańską i całą noc trzymany w Jeleniej Górze. Młodzież gimnazjalna była zmuszana do fałszywych zeznań na mój temat. Od 1 maja 1951 r. obejmuję prefekturę we Wrocławiu a parafia Uniegoszcz zostaje przyłączona do Lubania gdzie administruje ks. Antoni Lorenc.
We wrześniu 1951 r. zostałem skierowany do Lubania do zluzowania ks. Lorenca i równocześnie po raz trzeci objąłem Uniegoszcz lecz po kilku tygodniach ks. Antoń zmuszony do opuszczenia Radostowa osiedla się w Uniegoszczy.
Wracając do roku 1950 to w tym roku jako jubileuszowym został zbudowany na zewnątrz kościoła ołtarz polowy przyległy do prezbiterium.”
Po przeniesieniu ks. Antonia przez krótki czas administrował parafią ks. Kazimierz Olszewski ( 15.10.1952- 1.3. 1953. Od marca 1953 r. pracuje w Uniegoszczy ks. Wacław Domański do października 1957 r. Do katechizacji dziatwy została zaangażowana katechetka Eugenia Ciecierska- Łazaredwicz. Odzyskano organistówkę, sprawiono do kościoła dywan na stopnie oraz zbudowano ołtarzyk MB Częstochowskiej jednak brzydki pretensjoinalny.
Po przeniesieniu ks. Domańskiego do Bielawy przeznaczony został na administrację parafii Uniegoszcz ks. dziekan bystrzycki archiprezbiter Antoni Łopaciński ale parafii nie objął i wobec tego nastał w parafii prawie całoroczny wakans. Tymczasowo obsługiwali parafię księża z Lubania z ks. dziekanem Janem Winiarskim na czele.
W czasie wakansu na stanowisku proboszcza w Uniegoszczy odbyła się w dniu 24.05. 1958 r. wizytacja pasterska parafii dokonana przez JE ks. dr Bolesława Kominka biskupa ordynariusza wrocławskiego. W dekrecie powizytacyjnym stwierdzono obojętność religijną parafian, zaniedbanie religijnego wychowania dzieci oraz palącą potrzebę remontu wszystkich trzech kościołów na terenie parafii. Po objęciu parafii w dniu 20.07. 1958 r. zabrałem się do pracy moralnej i materialnej ale okazało się , że grunt jest trudny i opoczysty.
W Uniegoszczy większość parafian pochodzi z Bukowiny, poziom uświadomienia religijnego bardzo niski, pełno zabobonu , wielkie skłócenie wzajemne , pieniactwo, pijaństwo , zaniedbanie praktyk religijnych, złe wychowanie dzieci. W Radostowie też duże pijaństwo a nade wszystko oziębłość, lenistwo i niemoralność społeczna. Najkorzystniej jeszcze wygląda stan moralny i organizacyjny parafian Mściszowa, którzy są ofiarni, dbali o kościół, dość dobrze praktykujący, chociaż trochę nieufni. Jeżeli chodzi o Uniegoszcz to parafia jest rozproszkowana, znaczna część parafian ciąży ku Lubaniowi, toteż trudno przeprowadzić jako taką konsolidację.
Radostowscy parafianie przez krótki czas( maj-listopad 1951) mieli u siebie własnego duszpasterza( ks. Ludwik Antoń) ale ten miał tam trudne warunki i różne szykany od parafian że ich porzucił i przeniósł się do Uniegoszczy. Odtąd filia Radostów zaczęła coraz bardziej podupadać a kościół chylić się ku ruinie. Dach dziurawy, tynk w kościele poodpadany że było widać na suficie gołe deski, walące się ławki i konfesjonał, tabernakulum postrzelane z drzwiczkami bardzo obskurnymi zamykanymi zardzewiałymi kluczykami na zardzewiałej agrafce, na ołtarzu położon y portatyl nie wbudowany w mensę, na stopniach strzępy dywanu, posadzki porozbijane jak również szyby w oknach, drzwi główne jak u stodoły z dużymi szparami bez klamek i zamka, ryglowane od środka, drzwi boczne na wpół zgniłe. Obraz „Pokłon Trzech Króli” w ołtarzu głównym tak był odrapany, że ledwie można było rozróżnić postacie, żyrandole poszarpane, ornaty wyblakłe i spleśniałe, kapa zielona u dołu całkiem zbutwiała.
Wieża postrzelana miała ogromne wyrwy, dzwon jeden wisiał na potrzaskanej belce, co groziło niebezpiecznym wypadkiem, brama cmentarza bez dachu i wrót, mury cmentarne zrujnowane, przed bramą figura św. Jana Nepomucena bez głowy. Obraz nędzy i rozpaczy, aż trudno uwierzyć, że coś takiego mogło istnieć 15 lat po wojnie.
W Mściszowie też wewnętrzny wygląd był okropny, poodpadane tynki, przestrzały w suficie, prowizoryczne ołtarze ale na usprawiedliwienie można przytoczyć że parafianie zastali kościół częściowo zniszczony i na początku zrobili wiele, później zaś nie było komu poddać im inicjatywę kapitalnego remontu.
A teraz pytanie co robiłem dla ożywienia religijnego w parafii.
Jako nowość wprowadziło się duszpasterstwo dzieci przedszkolnych z naukami w niedzielę na nieszporach, naukę religii dla młodzieży szkół średnich i pozaszkolnej. Co kilka lat urządzo kursy przedmałżeńskie równolegle w Uniegoszczy i na filiach. Przed św. Stanisławem urządzano Triduum, wiele pracy włożono dla liturgicznej służby ołtarza( ministranci). Ale od razu stwierdzić trzeba, że dzieci i młodzież w Uniegoszczy to element bardzo trudny- nie wynoszą z domu podstawowych zasad wiary i bojaźni Bożej a ze szkoły podstawowych zasad wychowania. Dzieci nie umieją się modlić , adorować PJ, nie umieją zachować się w kościele. Rozpacz bierze , codziennie te same napomnień i świętości jak tu nie ma ani ambicji ans wstydu ani bojaźni Bożej. ia, nauki, wskazówki praktyczne i codzienna obojętność, swawole i wybryki. Nieustannie zachęca się do częstej komunii św. przypomina się przy każdej okazji o 1. piątku , wprowadziło się pamiątkowe karteczki z obrazkami. Zachowanie się w kościele i na lekcjach religii nie do zniesienia, każda lekcja religii to ciężka próba i wielka boleść serca. Jak tu mówić o ideałach i i świętości jak tu nie ma ani wstydu ani ambicji ani bojaźni Bożej. W Radostowie dzieci lepsze i młodzież, podobnie w Mściszowie . W Uniegoszczy młodzież powierzchowna i lekkomyślna, do kościoła i sakramentów nie garnie się, nie ma komu objąć funkcji przy procesji lub asyście np. eucharystycznej.
Jeśli chodzi o życie liturgiczne to nadana została bardziej uroczysta forma niektórym nabożeństwom. W niedziele adoracyjne organizuje się asystę przed N. Sakramentem po kolei z wszystkich stanów: ministranci, dziewczynki, młodzież, panny, ojcowie, matki, wprowadzono w Radostowie śpiew różańca przed sumą, nauczano ludzi śpiewu godzinek N Sercu, zaprowadzono 40 godzinne nabożeństwo przed świętem Niepokalanego Poczęcia.
Często staję przy balaskach tak w Uniegoszczy jak i na filiach i uczę śpiewu i pod tym względem widać znaczną poprawę, trudno jednak wychować przodowników , którzy w braku organisty mogliby intonować i prowadzić śpiew w kościele.
Uczestnictwo w sakramentach raczej słabe, zwłaszcza w Uniegoszczy, nieco lepiej w Radostowie, dość dobrze w Mściszowie. W Mściszowie nieraz zdarza się w niedzielę , że nie ma ani jednego penitenta, poprzedni księża nieraz mawiali, że zapomną słów absolucji.
A teraz o wysiłkach dla dźwignięcia kościołów z ruiny. W Uniegoszczy począwszy od jesieni 1958 r.- przełożono dach na kościele, naprawiono wieżę, gdzie były postrzelone słupki i podziurawiona kopuła, wewnątrz naprawiono tynki, przerobiono wnękę nad głównym ołtarzem, wymieniono belkę pod sufitem, pomalowano kościół. W kościele nie było ani jednego przyzwoitego ornatu . Sprawiono więc złoty, czerwony, zielony, fioletowy, czarny inne zaś odnowiono. Tak że ze starych nie pozostał żaden w dawniejszym stanie. Sprawiono chodniki na kościele, dywan na ścianę, odnowiono kilka chorągwi, sprawiono feretron z Dzieciątkiem Jezus, przebudowano B. Grób i przeniesiono do kaplicy. Na zewnątrz uporządkowano cmentarz przy kościele, poszerzono chodniki, splantowano nierówności, przeniesiono ciężki masywny pomnik z krzyżem kamiennym na inne miejsce, postawiono krzyż misyjny.
W Radostowie przełożono cały dach na kościele z tym, że trzeba było naprawiać wiązania dachowe, naprawiono mury wieży, zamurowano wyrwy. Na wiszących rusztowaniach wmurowano kilka tysięcy cegieł i kamieni ciosanych.
Dzwony zamontowano na mocnym rusztowaniu, wewnątrz naprawiono tynki i pomalowano, przebudowano posadzkę w kościele, w przedsionku i zakrystii, naprawiono kandelabry, ustawiono figury Serca Jezusa i N.M.P. na osobnych murowanych postumentach w dekoracyjnej oprawie i oświetleniu. Zbudowano tabernakulum z pancerną skrzynią wewnątrz i postarano się o indult na przechowywanie NSakramentu. W bocznym ołtarzu na miejscu bardzo zniszczonego obrazu jakiegoś świętego wstawiono obraz olejny MB Częstochowskiej w ozdobnej ramie. Ponieważ nie można było nawet marzyć o zdobyciu funduszu na kupno gotowego obrazu musiałem się sam podjąć malowania jako też zrobienia ramy wewnętrznej i i rekonstrukcji uszkodzonej(taką kupiłem) ramy zewnętrznej. Obraz poświęcono uroczyście w dniu 26.08. 1962 r. w asyście ks. dziekana Jana Winiarskiego, ks. Soleckiego z Sulikowa i ks. Pieczarki z Bogatyni. Koszt własny pokryto z ofiar złożonych na tacę przy poświęceniu. Na ścianie pod chórem w ołtarzyku św. Antoniego umieszczony został również mojej roboty obraz przedstawiający Sen Jakuba. Nie jest to arcydzieło ale tym czasem jako tako ożywia kościół i jak się przekonałem pobudza ludzi do nabożnych uczuć. Następca jak będzie uważał może go usunąć. Nie było komu dorobić głowy św. Janowi Nepomucenowi więc również sam wykonałem z gipsu i wmontowałem. Sam też musiałem zrobić wiele rzeczy z zakresu malarstwa, instalacji elektrycznej, dekoracji, ślusarstwa, szklarstwa, sam też zrobiłem przenośny tron wystawienia. Nie sztuka robić jak się ma pieniądze i fachowców, ale sztuka jak się musi robić wszystko samemu i to w każdym kościele, a także na plebanii.
W Uniegoszczy np. nie było komu zrobić ławek dla dzieci na katechezę więc zrobiłem sam z kościelnym, albo przepierzenie między nawą główną a kaplicą z płyt pilśniowych i kotary a więc tak samo.
Na plebanii ogrodzenie częściowo nowe częściowo naprawa starego również wyłącznie sam poza tym wszelkie roboty majsterskie z każdej dziedziny i to ustawiczne bez końca bez chwili wytchnienia bo wszystko leci. Ludzie coraz mniej są chętni do pomocy i świadczeń, częściowo z powodu pracy zawodowej, częściowo z obojętności i lenistwa.
Najtrudniej to z ludźmi z Radostowa bo nie mają żadnej ambicji. Będą chodzić po kostki w błocie a dróżek do kościoła nie naprawią, mimo wielu próśb i tego, że sam przyjeżdżałem i osobiście pomagałem. W pierwszych latach coś trochę pomogli a potem nikt nie chciał ani palcem ruszyć . Tyle remontów się tam robiło a oni pomogli tyle, że trochę złożyli pieniędzy i to z trudem , przywieźli trochę cegły i pożyczony w Lubaniu materiał na rusztowanie i to wszystko. Wapna( 3 tony) nie było komu przywieźć również piasku i wody, nie dali też pomocy przy murarce i rusztowaniu tak że trzeba było za to wszystko płacić majstrom. Komitet nie pomagał nic absolutnie istniał tylko nominalnie. Raz dałem pieniądze i prosiłem żeby w miejscowym sklepie postarali się o kilka kg gwoździ to i tego nie zrobili.
Wszystko więc było na mojej głowie, aż się dziwię, że przy tak idealnej obojętności udało się aż tyle zrobić. Co do Komitetu to nawet nie było z kogo wybrać , bo mimo że się zapowiadało zebranie parafialne po nabożeństwie to prawie nikt nie został. Jeżeli w końcu doszło do wybrania jakiegoś komitetu czy też starszych sióstr to i tak nikt się do niczego nie poczuwał. Może ostatnio zarysowuje się jakaś nadzieja zmiany na lepsze.
Ofiarność Radostawia jest żenująco mała. Np. w niektórych okresach taca jest o połowę mniejsza niż w Mściszowie podczas gdy Mściszów jest trzy razy mniejszy od Radostawia. Oprócz tradycyjnej rocznej składki na fundusz dojazdowy, którą na ogół składają nieźle , na inne cele jak katechetka, kościelny oraz różne sprawunki kościelne ofiarność jest znikoma. Sytuację ratuje lepsza ofiarność w Uniegoszczy i Mściszowie, czyli w ogólnym bilansie do Radostawia dokłada cała parafia a przecież to duża gromada ok 1300 dusz.
Oprócz wyżej wymienionych robót remontowych zrobiono cały dach na bramie wejściowej do cmentarza i naprawiono rozwalone części muru kościelnego. Do kościoła w Radostawiu sprawiono dywan, kapę białą, chorągwie czarną, sztandar różańcowy baldachim, ornat biały i zielony, dzwonek, gaśnicę oraz różne drobiazgi a dla punktów katechetycznych ławki.
W Mściszowie odwrotnie naród jest chętny i ofiarny, toteż remont poszedł gładko, wprawdzie z pewnym opóźnieniem z powodu różnych szykan zewnętrznych. Komitet przeprowadził remont samodzielnie. Ja tylko postarałem się o wypożyczenie rusztowania i załatwiłem sprawę zbiórki, resztę zrobili sami. Naprawiono całkowicie i gruntownie dach, naprawiono wewnętrzne tynki i odmalowano wnętrze, sprawiono tabernakulum, wszystkie zamki w drzwiach, „erygowano nową złożoną z obrazów olejnych drogę krzyżową, sprawiono białą kapę i cyborium.
Ważniejsze wydarzenia w tym okresie to misje i nawiedzenie obrazu MB Częstochowskiej.
Misje odbyły się w dniach od 6—12 maja 1960 r. Prowadzili je XX Jezuici z Krakowa. Z x Józefem Obaczem na czele. Dwóch dwóch misjonarzy rezydowało w Uniegoszczy a dwóch w Radostowie. Misje wypadły jednak blado, miejscami nie mieli podejścia i nie potrafili rozruszać ludzi. Zalegalizowano tylko jedno małżeństwo w Radostowie.
Nawiedzenie obrazu wywołało lepszy oddźwięk ale też misjonarze nie byli najwyższej klasy i okazja nie została wykorzystana w pełni. Prowadzili oo Redemptoryści z Krakowa(o Kępka i Igielski). Zalegalizowano 6 małżeństw, trochę obojętnych nawróciło się. Cały czas przed nawiedzeniem obrazu w czasie rekolekcji i przygotowań do uroczystości panowała fatalna pogoda i to w znacznej mierze utrudniło lepszy wynik. Mimo to organizacja uroczystości i wystrój kościoła były imponujące. Na bramie widniał napis oświetlany żaróweczkami, na ścianie kościoła duża korona z płyty pilśniowej obramowana podwójnymi żaróweczkami obok duże flagi biało niebieskie, dokoła kościoła tuż przy chodnikach wieńce na słupach a na każdym słupku żarówka i proporczyk, to wyglądało najefektowniej. Wewnątrz wieńce od pająka do poręczy chóru wraz z wstęgami biało czerwonymi. Na przedniej ścianie na ramie zrobionej z żerdzi aż pod sufit zwisające zwisające flagi biało niebieskie ze złotym napisem Ave Maria gratia plena Dominus tecum. Żerdzie owinięte girlandami wieńców i wstęg biało czerwonych. U góry na zakończeniu korona plastyczna z drzewa pozłacana a z niej promiennie rozciągnięte wstęgi podobnie również od lampki wiecznej. Tron był przygotowany we wnęce nad ołtarzem udekorowany białym tiulem podbitym niebieskim jedwabiem. Zamiast schematycznych bram stawianych dokoła kościoła były stawiane ołtarze ze stosownymi napisami.
Rok Pański 1970 to jubileusz 25 lecia Kościoła na Ziemiach Odzyskanych i ten wzgląd skłania do dalszych zapisów kronikarskich. Nabożeństwo jubileuszowe dziękczynne w skali parafialnej odprawione zostało w niedziele 26 lipca( dzień św. Anny- wspomnienie odpustu w parafii Storożyniec na Bukowinie). W kazaniu wspomniane zostały ważniejsze momenty w życiu parafii, także byli pracownicy- duszpasterze tak żywi jak i zmarli. W ogólnej charakterystyce stwierdziłem, że niestety dokonuje się stały postęp laicyzacji i upadku moralności a więc coraz częściej spotyka się na katechizacji w 1. Klasie dzieci nie znające znaku krzyża św. ani paru słów modlitwy, pewien procent dzieci szkoły podstawowej oraz duży procent młodzieży szkół średnich nie uczęszcza na katechezę.
Młodzież słabo praktykująca, w wielkim stopniu zdemoralizowana, oddana hulankom, rozpuście, pijaństwu, wielu popadło w konflikt z prawem karnym i odbywało, względnie odbywa karę pozbawienia wolności. Wzajemne skłócenie nawet wśród najbliższych, niekończące się procesy sądowe, rozwody, dzikie małżeństwa, i wiele innych występków- oto smutny obraz życia duchowego parafian. Składa się na to wiele przyczyn.
Pierwsze to agitacja antyreligijna i presja moralna wywierana na ludzi na stanowiskach oraz zaangażowanych społecznie i politycznie.
Drogie to wzrost zatrudnienia niewiast zwłaszcza matek, przez co dzieci są zaniedbane w wychowaniu.
Trzecie to migracja ze wsi do miast i związane z tym zjawiskiem problemy.
Czwarte rozwój komunikacji, turystyki oraz różnych form wypoczynku co daje zbytnią swobodę i brak kontroli, jak również stwarza pokusę do traktowania niedzieli wyłącznie jako dnia wypoczynku i rozrywki a nie jako dnia świętego.
Piąte to wkroczenie telewizji, która w swoich programach odzwierciedla wszystkie ujemne i dekadenckie formy życia wielkomiejskiego i jest zdecydowanym czynnikiem deprawacji dusz.
Dodać trzeba i to , że rozbicie parafii, polegające na tym, że część parafian ciąży do Lubania z racji różnych więzów( żłobek, przedszkole, szkoła, zakład pracy, klub, kino, spacer, rodzina, przyzwyczajenie a poza tym snobizm) nie sprzyja konsolidacji parafii i pełniejszemu życiu religijno- parafialnemu, tak że duszpasterz nie jest należycie zorientowany, jak dalece poszczególni parafianie są praktykującymi lub nie.
Coraz trudniej też przeprowadzić jakąś akcję czy uroczystość z powodu wzrastającej obojętności i zaniku ofiarności.
Ostatnio odbyły się misje parafialne w Uniegoszczy i Radostowie ( 17-24 maja 1970) które głosili oo. Redemptoryści z Barda Śl. Ale wypadły słabo. W Uniegoszczy nie skorzystało z nich ok 50 % mężczyzn i młodzieży oraz 30 % kobiet, w Radostowie 20 % mężczyzn i młodzieży i 10 % kobiet. Zalegalizowano tylko 2 małżeństwa na około 30 możliwych do uporządkowania.
Katechizację w wymiarze przewidzianym w planie prowadzę w Uniegoszczy sam jak dotąd w lecie w kościele w zimie na plebanii w kancelarii. Miałem różne plany co do stworzenia salki katechetycznej: wybudowania na cmentarzu z prefabrykatów, albo przebudowy kaplice pogrzebowej albo adaptację kurnika albo zaprowadzenie centralnego ogrzewania na plebanii a przez to osuszenie obecnej kancelarii i przygotowania jej do celów nauczania wraz z przeniesieniem kancelarii do pokoju narożnego. Niestyet wszystkie te projekty okazały się niemożliwe do przeprowadzenia zarówno z przyczyn obiektywnych jak też z powodu słabego zainteresowania parafian. W rezultacie byłem zmuszony wyrzucić z kancelarii stary kaflowy piec i wprowadzić mniejszy przenośny.
W zimie palę w piecu sam a dziatwa po lekcjach czasem pomoże sprzątać i jakoś się pcha. W Radostowie uczy nadal katechetka w trzech punktach, w Górnym, u siebie w domu, w Dolnym w różnych domach na zmianę, a w Średnim w kościele, gdzie są warunki najgorsze. W lecie jeszcze jako tako, bo w ławkach kościelnych ale w zimie w ciemnym i i zimnym pomieszczeniu zakrystii gdzie piecyk ciągle dymi. A jeśli sądzisz łaskawy Lektorze, że takie drobiazgi jak np. wybudowanie komina w zakrystii albo przywiezienie wykupionego z trudem węgla jest w Radostowie rzeczą, która idzie od ręki, to się bardzo mylisz. Nie opiszę tej całej epopei, żebyś nie powiedział- a to sceptyk albo śledziennik, albo zrzęda. Oczywiście, kto przyzwyczajony widzieć dokoła księdza rój różnych adherentów i pomagierów, którzy w lot poznają jego myśli i wszystko zrobią na skinienie, albo nawet potrafią uprzedzać myśli i na wyścigi robić samorzutnie co potrzeba ten oczywiście nie uwierzy, że może być duża gromada gdzie na zaproszenie do jakiejś pracy społecznej przy kościele nie przyjdzie absolutnie nikt, że przy remoncie nie pomoże nikt ani żeby pożyczyć skrzynię do wapna albo siatkę do piasku albo wynająć nawet odpłatnie kwaterę dla majstrów. Nie uwierzysz również, że może być we wsi ogółem około 300 rodzin i z pośród niech nie znajdzie się ani jedna, która chciałaby przyjąć księży z okazji odpustu, rekolekcji, spowiedzi itp. jak to jest w innych parafiach praktykowane. Owszem na zebraniu parafialnym było postanowione, niech ksiądz proboszcz przyjmuje księży u siebie a my się złożymy, ale jak przyszło do skutku to buzie były tak szeroko otwarte, że zrezygnowałem z tego rodzaju jałmużny. W ogóle w Radostowie stosunki są tak rozkoszne, że z utęsknieniem oczekuję chwili kiedy zostanie on odłączony od Uniegoszczy i wejdzie w skład samodzielnej parafii Mściszów stosownie do autorytatywnych słów wypowiedzianych na wizytacji generalnej w Mściszowie w 1968 roku ” za rok albo najpóźniej za dwa będziecie mieli swojego księdza. Przysłowie mówi, że gdzie cieńko tam sie rwie, tak też jest w wypadku Radostawia.
W czerwcu 1967 uderzył w kościół piorun, który wyrządził poważne szkody. Najpierw uszkodził wieżę, skąd spadające odłamki kamienia potłukły dach, następnie skoczył na dzwon, przeszedł po stalowej lince do dzwonienia, przebił mur, uderzył w organ i zdemolował go doszczętnie , spalił całą instalację elektryczną w kościele i wyleciał na zewnątrz.
Od wstrząsu zostały zniszczone wszystkie okna wraz z ramami. Szczęściem, że obyło się bez ofiar w ludziach, bo w kościele były dzieci wraz z katechetką, one też zaalarmowały sąsiadów, którzy ugasili tlące się rupiecie na wieży , przez co uniknęło się pożaru. Z kim tu co robić jak każdy się wykręca od udziału w komitecie remontowym. Po wielu targach wybrani zostali Węgrzyn Włodzimierz, Gajdanowicz Józef, Szwabowicz Daniel, Jasiński Zbigniew, Pikuła Jan, Kociołek Kornel. Czynni byli właściwie tylko trzej: Węgrzyn, Pikuła i Kociołek, inni byli tylko nominalni, Jasiński mimo, że był skarbnikiem po kilka miesięcy nie pokazywał się w kościele i na zebraniu. Naprawiano wieżę dając m.inn. polepę cementową od wewnątrz stożka wieży, założono nową obwodową instalację odgromową, zrobiono wszystkie nowe okna, naprawiono dach i tynki wewnątrz kościoła, założono nową instalację elektryczną. Odnowiono też ołtarz główny. Pozostaje do zrobienia elewacja, naprawa konstrukcji dachowej i ścian szkieletowych według projektu inż. Załęckiego i zbudowanie salki katechetycznej.
W Uniegoszczy , po remoncie już wzmiankowanym, w następnych latach wyremontowano kaplicę pogrzebową przy kościele, zrobiono dach z płyt falistych na przybudówkach gospodarczych, inne dachy na przybudówkach naprawiono, założono nową siatkę ogrodzeniową na przestrzeni 40 m. nową pompę tłokową w piwnicy, wybetonowano piwnicę, jak również pralnię i korytarzyk, sprawiono bojler jeden w piwnicy drugi w łazience.
Dwukrotnie budowano uziom odgromowy przy kościele-ale wykonawcy- łobuzy- robotę sknocili i trzeba jeszcze raz przerabiać. A swoją drogą mam osobliwe szczęście do majstrów , nie zdarza się prawie, żeby który wykonał dobrze swoje zadanie i po każdym muszę robotę przerabiać albo poprawiać sam, np. dekarz, murarz, zdun, ślusarz, hydraulik, elektryk itd.
Ponadto w kościele położono na całej posadzce dywan kokosowy wietnamski w biało zieloną kratę, sprawiono dywan do ołtarza Serca PJ i dwa dywaniki do bocznych ołtarzyków, sprawiono cztery nowe sztandary a wszystkie inne odnowiono.
W obecnym roku jubileuszowym ogrodzono we współdziałaniu z GRN stary razem z naszym. Kościół wniósł 88000 zł. Pozostało jeszcze wykonanie elewacji kościoła i ewentualnie centralne ogrzewanie plebanii z połączeniem być może również kościoła ale to jest na razie pobożne życzenie.
Wypada wspomnieć o współpracownikach parafialnych. Funkcję kościelnego spełnia od 1960 roku Kulka Ferdynand rencista. Wywiązuje się dobrze z obowiązków. Otrzymuje 400 zł. miesięcznie oraz akcydensy od ślubów, pogrzebów i mszy katafalkowych. Funkcje organisty pełni od 1961 roku Tomaszewski Roman. Głos ma bardzo dobry ale obowiązki spełnia dosyć opieszale, choć pracuje tylko w niedziele i święta oraz przy określonych funkcjach.
Otrzymuje 600 zł. akcydensy przy ślubach, pogrzebach, mszach śpiewanych oraz opłatki. Ozdabianiem ołtarzy zajmują się bezinteresownie panie nazwisko nieczytelne Wiktoria, Gościńska Maria, Stanowska Ludwika. Dzięki nim ołtarze są zawsze pięknie ubrane . Z bielizną zaczyna już być kłopot, bo już trudno znaleźć kogoś do prania. Sprzątanie wykonuje Prokopowicz Jan, rencista. Otrzymuje 200 zł. Dodając ubezpieczenie organisty oraz świadczenia dla katechetki otrzymujemy sumę świadczeń osobowych, które stanowią około ¾ wpływów parafii z tacy. Niewiele więc w tych warunkach można wygospodarować na ewentualne sprawunki, remonty i konserwację.
W Komitecie kościelnym w ostatnim dziesięcioleciu czynni byli: Zachorski Stanisław, Marszałek Jan i Prządkiewicz Piotr. Młodzi, których wybierano, byli w sprawach kościelnych bierni. W Radostowie w komitecie kościelnym byli czynni Wacław Kowalewski, Czerniak Marian, Borys Michał i Jasiński Zbigniew. Funkcję kościelnego spełnia Cielica Tadeusz, inwalida bez palców u rąk, rencista. W pierwszych latach był więcej dbały, teraz już się trochę zaniedbuje. Jako gratyfikację zbiera sobie od ludzi po 20 zł. rocznie.
Rok 1972.
Nareszcie trochę optymizmu. Po wielu trudach i cierpieniach dokonano zasadniczych remontów zarówno w Uniegoszczy jak i Radostawie.
W Uniegoszczy kościół otrzymał elewację, której właściwie nie miał na całej swej powierzchni od czasu powstania czyli przez kilkaset lat, przez co jego wygląd zewnętrzny zmienił się radykalnie. Trzeba z uznaniem podkreślić duże zaangażowanie parafian i aktywną pomoc. Równocześnie sam bez odwoływania się do poparcia parafian dokonałem instalacji centralnego ogrzewania plebanii w Uniegoszczy, przez co mam nadzieję odgrzybić budynek oraz rozwiązać problem sali katechetycznej.
W Radostawie naprawiono i zabezpieczono konstrukcję dachową, sprostowano filary, przebudowano ściany w zakrystii i nad zakrystią i zbudowano salę katechetyczną. Remonty te były dla mnie drogą przez mękę. Wykonawcy panowie Mołorski Stanisław i Witold ( ojciec i syn) okazali się nie tylko partaczami ale i ludźmi niegodziwymi. Zamiast pracować, bacznie śledzili każdy mój krok i komitetu kościelnego, aby mieć podstawę do denuncjacji i szantażu.
Najpierw wynaleźli pewną nieścisłość( względnie zwłokę) w odprowadzeniu podatku za poprzednich wykonawców, co nas kosztowało kilka tysięcy złotych. Później kiedy im się zdawało, że część materiałów użytych do remontu pochodzi z nielegalnego źródła i że mają podstawę do szantażu, ( nieczytelne słowo) naprawienie wadliwie wykonanych robót jak to zlecał nadzór techniczny, a także dokończenia robót. Mimo to żądali pełnego wynagrodzenia według umowy mówiąc: nie zrobiliśmy i nie zrobimy a wy i tak nam zapłacicie bo my mamy i zrobimy doniesienie.
Pomimo pogróżek nie ulękliśmy się, zrobili doniesienie ale śledztwo nie wykazało żadnych uchybień z naszej strony. Wtedy ci panowie ukradli kościelne rynny( w stanie luźnym) i zrobili najście z okupacją plebanii i dopiero ustąpili na interwencję milicji/ W dalszym ciągu oddali sprawę do sądu i mimo, że po raz pierwszy przegrali, ponowili pozew wobec komitetu kościelnego o kwotę cztery tysiące dwieście złotych. Komitet kościelny wobec słuszności swojego stanowiska i pewności wygranej nie chciał ustąpić, ale ponieważ proces się przeciągał, ja ze swej strony zgodziłem się na polubowne załatwienie zaproponowane przez sąd i z własnych środków wypłaciłem powodowi 2200 zł i tak się skończyło to przykre i gorszące widowisko.
Pozostaje jeszcze dokończenie remontu w Radostawie a więc elewacji wieży, impregnacja konstrukcji drewnianych, uporządkowanie cmentarza i naprawa murowanego ogrodzenia.
Kuria nalega ale jak to zrobić przy kompletnej bierności parafian Radostawia, przy braku wystarczających środków( mimo dotacji kurialnej 20p000 zł.) oraz braku wykonawców. Oby Trzej Królowie , jako patroni kościoła w Radostawie uszczknęli trochę ze swego złota na ten cel albo też udzieli parafianom z Radostawia swojej gorliwości dla chwały Bożej. A za to co zrobione zostało Deo gratias A.m.D.g.- na większą chwałę Bożą.
Rok 1978. Minęło sześć lat. Okazją do nowego wpisu jest zbliżająca się wizytacja pasterska przewidziana na niedzielę 28 maja 1978, z udziałem ks. Bpa Wincentego Urbana i wizytatora diecezjalnego ks. Stanisława Turkowskiego. Najpierw co do Radostawia: wykonano elewację wieży, zaimpregnowano konstrukcję drewnianą, uporządkowano cmentarz, naprawiono mury ogrodzenia i zbudowano stalowe poręcze przy ścieżkach po obu stronach długości ok 80 m. Dokupiono bielizny i drobnego wyposażenia. Aktualnie rozpoczął się końcowy etap remontów, a więc wymiana instalacji elektrycznej i renowacji wnętrza wraz z polichromią. Przewidziana jest także wymiana ławek.
Jeszcze wypada dodać, że w miejsce starego i zniszczonego organu, który jak było wzmiankowane , rozleciał się od uderzenia piorunu, kupiono używana ale w dobrym stanie fisharmonię a także zaprowadzono radiofonizację wiosną 1977 r.
Utwardzono grubym grysikiem bazaltowym drogę wiodącą do kościoła i piach na dole na postój samochodów.
Uniegoszcz: dla zabezpieczenia stropu położono nowe impregnowane belki obok starych podniszczonych i osłabionych. Wprawdzie architekt kurialny miał pretensje, że nie wyrzucono starych belek ale takie roboty równały się budowie całkiem nowego stropu, co w naszych warunkach było całkiem nierealne i niewykonalne zwłaszcza z uwagi na pilniejsze potrzeby i słabą ofiarność parafian. Na moją uwagę, czy ta konstrukcja może przetrwać 30 lat odpowiedział twierdząco.
A więc po 30 latach następcy też zechcą się czymś odznaczyć i będą mieli pole do popisu budując strop sztukatorski, kasetonowy lub nawet mahoniowy.
Sporo kłopotu sprawiła naprawa instalacji odgromowej, która została zerwana u samego szczytu. O dostępie do iglicy nie ma mowy, bo wysoki maszt, na którym umocowana jest iglica jest drewniany i rozluźniony . Budować rusztowanie to straszny wysiłek in koszt. W końcu udało się na wysięgniku t.j. na kilkunastometrowym kiju nałożyć na starą nową iglicę wraz ze zwodem.
W przyległościach kościelnych przebudowano dachy na niektórych przybudówkach kościelnych jak kostnica, szopy, zaadoptowano szopę na prowizoryczny garaż, przebudowano instalację wodną na plebanii.
Z początkiem roku 1977 przystąpiono o dalszej fazy remontu kościoła, do renowacji wnętrza kościoła. Wmontowano dwa nowe stalowe okna, wszystkie okitowano i pomalowano wraz z obramowaniem. Położono tynk na powale zakrystii, pomalowano ją i odnowiono całe wyposażenie. Najtrudniejszą sprawą okazała się wymiana instalacji elektrycznej. Kilku elektryków przez cały miesiąc było przy tym zajętych, również parafianie odpracowali kilkaset roboczogodzin. Trzeba było kuć w twardym kamieniu bazaltowym, czasem wyrywać całe bloki . Koszt robót wraz z materiałem wyniósł około 40000 zł. Równocześnie przygotowaliśmy się do odnowienia wnętrza i polichromii. Pierwszy projekt na ogół udany tylko z małymi mankamentami opracował p. Węgrzynowski z Legnicy ale wykonanie nie doszło do skutku z powodu zbyt wygórowanej ceny jakiej żądał wykonawca ( 300 000 zł. ) suma co najmniej dwukrotnie zawyżona.
Drugi projekt z powodu pośpiechu ze względu na zbliżający się termin wakacji kurialnych nie dopracowany w szczegółach wykonała p. Klimek z Lubania. Malowanie gładkie wykonała oddzielnie prywatna firma rzemieślnicza z Lubania zaś dział plastyczny wykonał p. Macutkiewicz ze Zgorzelca. Niestety nie liczył się wcale z zatwierdzonym przez Kurie projektem ale robił co chciał. Nie wykonał na ścianie frontowej 4 tarczy symbolizującej ustrój Kościoła, a na powale prezbiterium symbolu maryjnego. Obramowanie figur apostołów zbyt duże, kolorystycznie nie harmonizujące z tłem i nie uplastycznione przez muszlę.
Z drobniejszych mankamentów wytknąłbym polakierowanie twarzy u figury Matki Bożej i ponaklejanie na mozaice w niszy M.B. kwadratowych listków. Do złocenia prawie ręki nie przyłożył , trochę wykonał ks. Tomczak, resztę ja sam.
Odnowione wnętrze i polichromię poświęcił w niedzielę 27.11. 1979 r. ks. Biskup Urban. Od dnia 15.8. 1978 r. dalszy ciąg remontów odbywał się pod kierownictwem ks. Jana Tomczaka. Wykonano wtedy wspomniane malowanie wnętrza, renowację ołtarzy i wyposażenia, część złocenia. Usunięto wtedy z kościoła ołtarzyk MB Częstochowskiej, który stał tuż przy balaskach i nie przedstawiał żadnej wartości artystycznej. Jego kasacja była zresztą zlecona przez kurialny Wydział Sztuki. Poza tym usunięto dwa boczne ołtarze a to św. Antoniego i św. Franciszka a ponadto św. Michała Archanioła depczącego szatana a znajdującego się pod amboną
Zbudowano nowy ołtarz soborowy i wymieniono stare balaski na nowe, całkiem proste i małe. Sprawiono w tym czasie nową kapę białą, ornat biały i zielony. Sądzę, że mnie jako inicjatorowi, projektodawcy i początkowemu wykonawcy remontów, wolno wyrazić swoje zdanie w sprawie dokonanego dzieła. A więc : niewykonanie przez plastyka zaprojektowanych tarczy w płaskorzeźbie lub metaloplastyce sprawia, że prezbiterium jest zbyt puste i ubogie, tak samo przez brak ornamentu na syficie i fryzu pod sufitem. Rama dokoła figury MB wbudowana w mur i ozdobiona żarówkami mogła zostać, gdyż nie przedstawiała zagrożenia pożarowego a ożywiała centralną kompozycję ołtarzowwą a jeszcze bardziej powinny były zostać oświetlone korony MB i Dzieciątka.
Co do usuniętego ołtarzyka MB Częstochowskiej to zgoda, bo żaróweczki rzeczywiście przedstawiały zagrożenie pożarowe. Mógł pozostać tron wystawienia na tabernakulum, ponieważ po wyzłoceniu przedstawiałby istotny element dekoracyjny.
Ołtarz soborowy wraz z ambonką w proporcji do kościoła jest stanowczo za duży i przez to brak obejścia dokoła ołtarza, ciasne przejście przed ołtarzem i skąpe miejsce do klęczenia przed chybotliwymi balaskami. Wisząca na środku lampa wieczna nikomu nie przeszkadza i lepiej spełnia swoją funkcję, aniżeli asymetryczna żarówka uczepiona z boku tabernakulum. W konsekwencji kościół stracił wiele swego charakteru swojskiego i przytulnego, co zgodnie stwierdzili zarówno starsi parafianie jak też goście tak krajowi jak również zagraniczni.
Jeśli chodzi o otoczenie kościoła , to w poprzednich latach uporządkowano cmentarz przykościelny , usunięto zbędne nagrobki i drzewa, splantowano, zasiano trawę, zrobiono kwietniki, zasadzono srebrne świerki, w ostatnim zaś czasie naprawiono mur wykorzystując około 20 płyt piaskowcowych, przyniesionych z wyburzonego przy regulacji rzeki muru. Ogród warzywny przy plebanii otoczono nowym ogrodzeniem z drewnianych sztachet. Z wielkim trudem odzyskano część działki ogrodowej, którą swego czasu bezprawnie zajął sąsiad Chruszcz.
Planuje się dalsze inwestycje w kościele w Uniegoszczy i Radostawie także i na plebanii, a o tym w swoim czasie , kto zechce, napisze.
W roku 1977 sytuacja dojrzała do tego, żeby spowodować inny układ obsługi duszpasterskiej i administracyjnej. Pracy coraz więcej, współpracowników coraz mniej , permanentne remonty a rzetelnych wykonawców brak, na dalsze prowadzenie domu nie ma widoku z powodu podeszłego wieku gospodyni, a inaczej się nie znajdzie. 42 lata pracy bez wytchnienia, bez urlopu choćby 1- tygodniowego i choć mogę sumiennie zapewnić, bez zaniedbań z mojej strony ale też bez widocznych rezultatów. Musiałem więc do Kurii zwrócić się o o przydział do Uniegoszczy drugiego kapłana, z tym żeby on objął funkcję administratora, a ja żebym był jego współpracownikiem. Jako kandydata wystawiłem ks. Jana Tomczaka dotychczasowego katechetę w Lubaniu. Kuria, choć z pewnymi oporami, zgodziła się na to z zastrzeżeniem, że ja nadal zatrzymuję tytuł proboszcza, a ks. Tomczak jest mianowany wikary-współpracownik.
Ks. Arcybiskup zgodził się jednak, żeby między sobą uzgodnić podział pracy tak jak nam będzie to odpowiadać. Na tej podstawie ja udzieliłem ks. Tomczakowi pełnomocnictwa tak w sprawach duszpasterskich jak również administracyjnych, tak że odtąd stał się praktycznie administratorem parafii. A oto treść wzajemnej pisemnej umowy: Umowa o modens vivendi pomiędzy ks. Stanisławem Synówką a ks. Janem Tomczakiem. Dekretem Kurii Arcybiskupiej we Wrocławiu z dnia 25.06.1977 l. 2423/77 został ks. Jan Tomczak zamianowany wikariuszem współpracownikiem parafii Uniegoszcz. Równocześnie ks. Arcybiskup w rozmowie prywatnej upoważnił nas do takiego podziału obowiązków jaki nam będzie odpowiadał. Wobec tego umawiamy się”
Aneksem do tej umowy jest pokwitowanie tej treści:
Ks. Synówka Stanisław przekazuje w dniu dzisiejszym do dyspozycji ks. Jana Tomczaka pieniądze kościelne parafii Uniegoszcz a mianowicie:
Wypada dodać, że w trakcie malowania wpłynęła kwota jeszcze ok 30000 zł.
Uwzględniając następnie znaczny wzrost wpływów na tacę, trzeba stwierdzić, że parafia wyszła już ze stanu niedostatku i osiągnęła wystarczające środki na dalsze inwestycje. Zaktywizowała się również współpraca parafian w zakresie czynów społecznych dla kościoła i plebanii. Z dniem 1 maja 1978 roku parafia zrezygnowała z opieki nad cmentarzem przy ulicy 1 Maja który stanowi własność państwowego funduszu ziemi i przez to pozbyła się kłopotów związanych z administracją cmentarza, który teraz przejmuje w swój zarząd gospodarka komunalna miasta Lubań. W zakresie duszpasterstwa nastąpiło znaczne ożywienie życia duchowego. A więc przybyło dzieci przedszkolnych, dla których przystosowano dogodniejszą porę dnia i roku. Dzieci ze szkoły podstawowej przybyło o tyle ile zostało rewindykowanych z duszpasterstwa parafii Lubań. Ponadto poprawiło się uczestnictwo w systematyczniejszym uczęszczaniu na katechizację. Znacznie przybyło młodzieży także dokonano podziału na 2 oddziały. Wydatnie zwiększyła się frekwencja na mszy świętej, która teraz jest już trzymana w niedzielę w Uniegoszczy i binowana w Ra dostawie wraz z godziną duszpasterską na przemian dla dzieci i młodzieży.
Akcje duszpasterskie w minionym okresie 1977 i pierwsza połowa 1978 roku przedstawiają się chronologicznie następująco, Triduum dla dzieci i młodzieży przeciętym stanisławem udało się średnio. Ale lepiej niż poprzednio. W adwencie ksiądz Tomczak przeprowadzał z dziećmi akcję roratnią polegającą na tym, że dzieci obecne na mszy św. roratniej co dziennie losowały komu przypadnie gościć u siebie w domu Dzieciątko i gremialne, odnosiły Je do domu. W ra dostawie na święto Bożego Narodzenia urządzono pasterkę o normalnej porze. To jest o północy. W Kolendzie ja brałem udział przez 4 dni, zaś ksiądz Tomczak przez 12 dni. Rekolekcje wielkopostne i spowiedź wielkanocna udały się stosunkowo bardzo dobrze. Jakoś 50% lepiej niż poprzednio. Z dotychczasowych współpracowników kościelnych jest nadal czynny kościelny kulka Ferdynand z wynagrodzeniem 600 zł miesięcznie plus akcydensowe, organista Tomaszewski Roman 800 zł. Ubezpieczenie akcydensowe opłatki, katechetka Łazar rewicz Eugenia 1250 zł plus ubezpieczenie. Wypada zaznaczyć, że od wielu lat jeszcze jest nadal czynny chór parafialny, który występuje kilka razy w roku na większe uroczystości Spośród członków Komitetu kościelnego najbardziej czynni byli Jakubiszyn Józef. Hadam, Antoni. Chariton Grzegorz Tyle z mojej strony sumiennie sine ira et studio in fidem. Ks. Synnówka Stanisław maj 1978.
Ksiądz kanonik Stanisław, Synnówka, długoletni proboszcz i administrator parafii Uniegoszcz przekazuje prowadzenie niniejszej kroniki swojemu współpracownikowi księdzu Janowi Tomczakowi po wizytacji kanonicznej w 1978 roku w maju. Współpraca obu kapłanów układa się dobrze, wiele na tym zyskuje parafia i życie ludzi do niej należących. Ksiądz. Kanonik zawsze przez wszystkie lata przewodzenia duchowego wspólnocie parafialnej. Wypełniał swe obowiązki duszpasterskie i administratora i jak sam pisał nie miał urlopu ani nigdzie dalej nie wyjeżdżał. Kiedy uzyskał pomoc w postaci drugiego kapłana mógł wreszcie wyjechać na zasłużone od dawna wakacje. Jego marzeniem było odwiedzenie dobrze znanego kiedyś Lwowa gdzie kończył wyższe seminarium duchowne. Kiedy nadarzyła się więc okazja by zobaczyć tereny wschodnie mógł z niej skorzystać będąc spokojnym o losy parafii. 15 listopada 1979 roku ksiądz Jan Tomczak otrzymuje nominację na wikariusza substytut tuta a 15 stycznia 1980 roku na administratora parafii Uniegoszcz.
W 1979 roku nawiedzenie rodzin naszej parafii przez Matkę Bożą Częstochowską w kopii cudownego obrazu, który do swych domów przyjęła olbrzymia większość rodzin naszej wspólnoty parafialnej. Wielu przypadkach zwaśnieni o dawna sąsiedzi pogodzili się ,wiele rodzin zamawiało dziękczynne msze święte. W 1980 roku przebudowano w kościele parafialnym w Uniegoszczy prezbiterium. Stary ołtarz główny przesunięto pod ścianę, likwidując ten sposób wąskie przejście za ołtarzem, które niczemu nie służyło, w całym kościele położono nową posadzkę z gotowych płytek plastikowych, bardzo dobrze wykonanych przez rzemieślnika z Rawicza. Płytki i koszt wykonania posadzki przez miejscowych murarzy pokryto ze składek specjalnie zbieranych na ten cel. Kościół bardzo zyskał na estetyce i czystości. Poprzednia stara posadzka była bardzo niewygodna do mycia, ponieważ składała się częściowo z płyt piaskowca, chropowatych i poszczebionych częściowo zaś cegły była przykryta częściowo matami słomkowymi, które utrzymywały wilgoć i często gromadziło się tam wszelkiego rodzaju robactwo. Przy okazji zmiany posadzki odkryto w przejściu tuż przed prezbiterium po zerwaniu płyt piaskowych grób ze zwłokami kapłana, właściwie szkielet ze szczątkami odzieży, a tylko po sposobie ułożenia i miejscom usytuowania można było wywnioskować, że jest to ksiądz. Wspominam to w tej kronice, gdyż posadzka została złożona w całym kościele i dopiero po jej ponownej przebudowie może następcy mogliby odkryć to na nowo. Myślę jednak, że takie odkrycie jeszcze długo nie będzie miało miejsca, gdyż nowa posadzka powinna służyć przez wiele lat.
W roku 1980 zakupiłem też nowe szaty liturgiczne. Nowe ornaty. Biały, zielony, kapę i welon. 17 sierpnia 1980 roku zorganizowaliśmy pielgrzymkę do Wambierzyce. Wspominam tę właściwie pielgrzymkę, choć przecież były wcześniej organizowane i inne , kilkakrotnie do Częstochowy corocznie na dzień świętej Jadwigi do Trzebnicy. Pielgrzymka do Wambierzyce wryła się w pamięć wszystkim. Przede wszystkim z racji wspaniałej homilii niezapomnianego Prymasa Tysiąclecia, księdza kardynała Stefana Wyszyńskiego. Tłumy wiernych wysłuchały tej homilii z zapartym tchem, gdyż niewyszukanymi trafiającym do wszystkich słowami wyrażał obawy o los ludzi pracy o los naszej ojczyzny. Słowa księdza kardynała Prymasa wielokrotnie były przerywane gorącymi oklaskami, choć ten sposób uznania nie jest powszechnym w polskim kościele. Pielgrzymka do Wambierzyce z racji koronację figury Matki Bożej wam Biedrzyckiej pozostawiła w pamięci niezatarte wrażenie . u chyba wszystkich jej uczestników z naszej parafii. W pielgrzymce wzięło udział wielu ludzi młodych, ale też było osoby starsze, które nie narzekały na jej uciążliwość, mimo że trzeba było iść do autokarów kilka kilometrów polami, gdyż szosy były zarezerwowane dla samochodów. Kilkakrotnie zachęciłem parafian do przynoszenia kwiatów do dekoracji kościoła na każą niedzielę. Prawie każdy ma jakiś ogródek, a w nim kwiaty co roku jest tyle imienin, ślubów, rocznic, kwiaty w mieszkaniu szybko giną, jest za ciepło, w kościele zawsze jest chłód i niektóre kwiaty utrzymują się w niezmienionym stanie nawet dłużej niż tydzień , dwa.
Ustalił się więc zwyczaj, że w piątek po południu i w sobotę do południa parafianie przyniosą kwiaty. Czasem jest tego tak wiele, że kościół to nie w kwiatach i Goście spoza parafii podziwiają ich ilość. Kościoły jest mały i wszystkim jest blisko do ołtarza, a kiedy jest bogatą dekorowany kwiatami jest bardzo przytulny, tylko na Wielkanoc i Wszystkich Świętych ze składek parafian są kupowane kwiaty w doniczkach u ogrodnika lub w kwiaciarni. Z księdzem kanonikiem Stanisławem Synówką w wielokrotnych rozmowach najczęściej podczas posiłków rozmawialiśmy o wszystkich sprawach dotyczących parafii i o wielu sprawach osobistych. Od początku naszej współpracy mówił, że popracujemy razem do czasu wybudowania domu księży emerytów przy katedrze we Wrocławiu. Jako jeden z pierwszych zgłosił się do zamieszkania poddaniu tegoż domu do użytku. Zakończenie budowy planowano wcześniej, niż to w końcu zostało zakończone i w jednej z rozmów ksiądz kanonik powiedział, że chce zostać w parafii do lipca 1980 roku. Kiedy było wiadomo już, że oddanie przesunie się w czasie ksiądz kanonik jako człowiek honoru chciał dotrzymać słowa i wyprowadzić się w lipcu do rodziny. Przekonałem go, że to nie ma sensu, bo po co dwie przeprowadzki został więc do początku grudnia 1980 roku. W grudniu przeprowadził się do Wrocławia żegnany przez wszystkich parafian. Na ostatniej mszy świętej w niedzielę było dużo podziękowań, kwiatów, drobne prezenty od dzieci, młodzieży, członków żywego różańca na plebanii. Po mszy świętej zebrali się księża z dekanatu lubańskiego, żegnając długoletniego proboszcza i sąsiada.
W roku 1853 w dniu 25 sierpnia ja Daniel Latussek Biskup Diany , sufragan diecezji wrocławskiej ten ołtarz konsekrowałem i relikwie świętych męczenników Benedykta i Wincentego w nim złożyłem.
Do tej pory nie znaleziono żadnego dokumentu umożliwiającego identyfikację męczenników. Po starannych poszukiwaniach możliwe są dwa warianty, które zostały przedstawione poniżej.
I.
Święci męczennicy Benedykt i Wincenty to postacie związane z historią wczesnego chrześcijaństwa w Europie, a dokładniej – z misją apostołów Słowian i okresem chrystianizacji Europy Środkowej.
Święci Benedykt i Wincenty byli towarzyszami świętych Cyryla i Metodego, którzy w IX wieku prowadzili misję chrystianizacyjną na terenach Wielkich Moraw (dzisiejsza Słowacja, Czechy i część Polski). Pochodzili z Italii (Benedykt był najprawdopodobniej z Włoch, a Wincenty – z Galii lub Italii). Byli mnichami, którzy przyjęli życie misyjne i pomagali w tłumaczeniu Pisma Świętego na język staro-cerkiewno-słowiański oraz w organizowaniu Kościoła w nowo ochrzczonych ludach słowiańskich.
Benedykt i Wincenty wraz z towarzyszami (m.in. św. Witem i św. Ernestem) zostali zamordowani około roku 874 w opactwie w Sazawie (lub według niektórych źródeł – w pobliżu Nitry), prawdopodobnie przez przeciwników chrystianizacji i kultury słowiańskiej, którzy byli zwolennikami liturgii łacińskiej i frankońskiego duchowieństwa. Ich śmierć miała charakter religijny – zostali zamordowani za wiarę, co czyni ich męczennikami.
Święci ci są czczeni szczególnie w Kościele katolickim oraz w tradycji słowiańskiej. Wspomnienie liturgiczne świętych Benedykta, Jana, Mateusza, Izaaka i Krystyna (wszyscy zginęli w 1003 r. w Międzyrzeczu) obchodzone jest 12 listopada, ale dla wczesnośredniowiecznych męczenników z misji Cyryla i Metodego daty wspomnienia mogą się różnić lokalnie.
Święci męczennicy Benedykt i Wincenty to postacie związane z historią wczesnego chrześcijaństwa w Europie, a dokładniej – z misją apostołów Słowian i okresem chrystianizacji Europy Środkowej.
Święci Benedykt i Wincenty byli towarzyszami świętych Cyryla i Metodego, którzy w IX wieku prowadzili misję chrystianizacyjną na terenach Wielkich Moraw (dzisiejsza Słowacja, Czechy i część Polski). Pochodzili z Italii (Benedykt był najprawdopodobniej z Włoch, a Wincenty – z Galii lub Italii). Byli mnichami, którzy przyjęli życie misyjne i pomagali w tłumaczeniu Pisma Świętego na język staro-cerkiewno-słowiański oraz w organizowaniu Kościoła w nowo ochrzczonych ludach słowiańskich.
Benedykt i Wincenty wraz z towarzyszami (m.in. św. Witem i św. Ernestem) zostali zamordowani około roku 874 w opactwie w Sazawie (lub według niektórych źródeł – w pobliżu Nitry), prawdopodobnie przez przeciwników chrystianizacji i kultury słowiańskiej, którzy byli zwolennikami liturgii łacińskiej i frankońskiego duchowieństwa. Ich śmierć miała charakter religijny – zostali zamordowani za wiarę, co czyni ich męczennikami.
Święci ci są czczeni szczególnie w Kościele katolickim oraz w tradycji słowiańskiej. Wspomnienie liturgiczne świętych Benedykta, Jana, Mateusza, Izaaka i Krystyna (wszyscy zginęli w 1003 r. w Międzyrzeczu) obchodzone jest 12 listopada, ale dla wczesnośredniowiecznych męczenników z misji Cyryla i Metodego daty wspomnienia mogą się różnić lokalnie.
Modlitwa do świętych męczenników Benedykta i Wincentego
Święci Męczennicy Benedykcie i Wincenty,
wierni świadkowie Chrystusa aż do przelania krwi,
uproście nam u Boga łaskę niezachwianej wiary,
męstwa w przeciwnościach i wierności Ewangelii.
Wasze życie było znakiem bezgranicznej miłości do Boga
i oddania Kościołowi – nauczcie nas,
jak być światłem w ciemności tego świata,
jak odważnie wyznawać wiarę i świadczyć o niej każdego dnia.
Prosimy, wstawiajcie się za nami:
za naszymi rodzinami, Ojczyzną i Kościołem,
abyśmy z odwagą kroczyli drogą prawdy i dobra,
i kiedyś mogli razem z Wami wielbić Boga w Jego chwale.
Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
Święci Benedykcie i Wincenty – módlcie się za nami!
Warto dodać, że w Polsce bardziej znani są tzw. Pięciu Braci Męczenników (Benedykt, Jan, Izaak, Mateusz i Krystyn), którzy zginęli w Międzyrzeczu – Benedykt i Wincenty z misji cyrylo-metodiańskiej są mniej znani, choć ich wkład w rozwój Kościoła słowiańskiego jest bardzo istotny.
II.
Święci Męczennicy Benedykt i Wincenty – Świadkowie Chrystusa aż do końca
Wśród wielu świadków wiary, którzy oddali życie za Chrystusa, szczególne miejsce zajmują święci Benedykt i Wincenty, należący do grona Pięciu Braci Męczenników – pierwszych męczenników na ziemiach polskich.
Byli zakonnikami – Benedykt był Włochem, a Wincenty pochodził z hiszpańskiej Galicji. Przybyli na ziemie polskie na zaproszenie św. Wojciecha i misjonarzy, by prowadzić życie pustelnicze, modlić się za naród i wspierać ewangelizację. Wraz z trzema towarzyszami: Janem, Izaakiem i Mateuszem, żyli w klasztorze w Międzyrzeczu (dzisiejsze woj. lubuskie), łącząc surową ascezę z głęboką duchowością.
W nocy z 10 na 11 listopada 1003 roku zostali zamordowani przez własnego sługę, który uległ chciwości, wierząc, że pustelnicy posiadają ukryty skarb. Ich śmierć stała się zasiewem przyszłej wiary na tych ziemiach.
Święci Benedykt i Wincenty są dziś symbolem wierności Bogu, oddania modlitwie i gotowości poniesienia ofiary w imię miłości Chrystusa. Ich postać przypomina nam, że każda ofiara złożona z serca, nawet w ukryciu, ma ogromną wartość w oczach Boga.
Wspomnienie liturgiczne Pięciu Braci Męczenników: 13 listopada
Data męczeństwa: 11 listopada 1003 r.
„Krew męczenników jest zasiewem nowych chrześcijan” – Tertulian
Niech ich wierność i duch modlitwy będą dla nas wszystkich zachętą do pogłębiania naszej relacji z Bogiem, zwłaszcza w trudnych czasach.
Litania do świętych męczenników Benedykta i Wincentego
Kyrie eleison,
Chryste eleison,
Kyrie eleison.
Chryste, usłysz nas.
Chryste, wysłuchaj nas.
Ojcze z nieba, Boże — zmiłuj się nad nami.
Synu, Odkupicielu świata, Boże — zmiłuj się nad nami.
Duchu Święty, Boże — zmiłuj się nad nami.
Święta Trójco, Jedyny Boże — zmiłuj się nad nami.
Święty Benedykcie, wierny uczniu Chrystusa — módl się za nami.
Święty Wincenty, gorliwy naśladowco Pana — módl się za nami.
Święci Męczennicy, wybrani przez Boga na świadków wiary — módlcie się za nami.
Święci Benedykcie i Wincenty, którzy oddaliście życie za Ewangelię — módlcie się za nami.
Obrońcy prawdy i sprawiedliwości — módlcie się za nami.
Niezłomni w prześladowaniach — módlcie się za nami.
Pokorni w cierpieniu — módlcie się za nami.
Umiłowani przez Boga i ludzi — módlcie się za nami.
Wzory odwagi i wytrwałości — módlcie się za nami.
Orędownicy Kościoła w trudnych czasach — módlcie się za nami.
Patronowie tych, którzy cierpią za wiarę — módlcie się za nami.
Wierni aż do końca — módlcie się za nami.
Złączeni z Chrystusem w śmierci — módlcie się za nami.
Uczestnicy chwały nieba — módlcie się za nami.
Abyśmy trwali w wierze mimo trudności — święci Benedykcie i Wincenty, wstawiajcie się za nami.
Abyśmy umieli przebaczać naszym prześladowcom — …
Abyśmy z miłością głosili Ewangelię — …
Abyśmy byli świadkami nadziei — …
Abyśmy nigdy nie zaparli się Chrystusa — …
Abyśmy wytrwali do końca w łasce — …
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata — przepuść nam, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata — wysłuchaj nas, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata — zmiłuj się nad nami.
℣. Módlcie się za nami, święci Benedykcie i Wincenty,
℟. Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.
Módlmy się:
Boże, który obdarzyłeś świętych męczenników Benedykta i Wincentego łaską niezłomnej wiary i męstwa wśród prześladowań, spraw, prosimy, abyśmy za ich wstawiennictwem trwali mocno w Twojej miłości i odważnie wyznawali Twoje imię wobec świata. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
W sobotę 14 grudnia do bocznej kaplicy po 4 letnich pracach renowacyjnych wrócił ołtarz. Umieszczono w nim kopię obrazu, którego oryginał jest od 1950 roku w Pisarzowicach a wcześniej był w naszym kościele.
Góra św. Anny
Gidle
Jasna Góra
Polecam zobaczyć ten link
Kalendarz świąt